inleo.blog – wirtualizacja, storage, serwery, cloud computing, it  

VCP-510… moja Golgota.

Wpisany: Styczeń 24th, 2012 | Tagi: , , | Kategoria: Mistyczne wypróżnienia | 5 komentarze »

Stacja pierwsza. Pobudka. Metaliczny posmak stresu w ustach. Przedzierający się przez stare okna, które swoją szczelnością dorównywać mogą jedynie polskim prezerwatywom, zimny wiatr hula po pokoju. Właśnie wtedy, gdzieś głęboko w podświadomości świta mi myśl, że to może nie być najlepszy dzień. Wysunąłem się w zobrzydzony w zimny półmrok pokoju. Temperatura jak w cholernym gułagu.

Stacja druga. Narzuciłem na siebie jakieś zeszłoroczne spodnie, kawałek zmiętej koszuli i ruszyłem do przedpokoju. Wiedziałem, że ta zarwana noc nie pójdzie na marne. Za godzinę strach zajrzy mi w oczy, ale na razie głęboki oddech. Spokojnie. Przez zalepiającą oczy szarość poranka ruszyłem w stronę drzwi do przedpokoju.

Stacja trzecia. Upadłem. Potknąłem się o zawiniętą wykładzinę. Na szczęście to tylko zadrapanie, nic poważnego. Leżąc na twardej podłodze stwierdziłem, że jest całkiem wygodna. Może powinienem był tam zostać?

Stacja czwarta. Zwlokłem się resztką sił do łazienki. Popatrzyłem w lustro. Do matki jestem podobny. Te same rysy. Umyłem się, szybko. 55 minut.

Stacja piąta. Spakowałem się, swoje graty do plecaka. Buty, kurtka, wyszedłem z mieszkania. 52 minuty. Windy jak zwykle nie można się doczekać, znowu ktoś zostawił otwarte drzwi. Zbiegam na dół, cztery piętra. Tętno podskakuje, serce pompuje niespodziewaną energię prosto w jaźń. Tik tak, czwarte, tik tak, trzecie, tik tak, drugie, tik tak pierwsze. Parter. Drzwi wyjściowe. Zatrzaśnięte. Wypluwam z siebie pierwsze tego dnia słowa. Orientuje się że nie były one najsłodsze. Zrezygnowany czekam. Ktoś szarpnął za klamkę, razem może damy radę. Tik tak. Ratuje mnie mój Szymon Cyrenejczyk. 47 minut.

Stacja szósta. Biegnę na przystanek. Ślisko, zimno, wieje. Czyściec. Jakaś baba wciska mi gazetę, nie chcę, nie mam czasu! To za mało! Prawie wpycha mi ją w gębę, wyciera mi nią twarz, za darmo proszę pana, za darmo! Aż do pożgania.

Stacja siódma. Tramwaje, autobusy, wszytko pędzi. Automat biletowy pożera ostatnie monety. 42 minuty. Ile czasu można czekać na tą pieprzoną drukarkę. Pewnie w specyfikacji drukuje ona sto biletów na minutę, zapomnieli tylko dodać, że rozgrzewa się około dwudziestu. Tramwaj już podjechał, a ja w końcu dostałem ten wyczekany bilet. Bignę. Upadłem. Drugi raz. Cholerny lód, czy to tak trudno posypać wszytko dokładnie piaskiem?

Stacja ósma. Tramwaj toczy się powoli wąskimi uliczkami. Pierwszy przystanek – kościół, ładunek – staruszki. Drugi przystanek – szkoła, ładunek - rozkrzyczane dzieciaki. Metaliczny posmak ustępuje goryczy, czuję się źle, zmęczenie i stres zaczynają coraz bardziej dawać o sobie znać. A one krzyczą… że też one tak mogą cały czas. Kobiety, dziewczyny niewiasty. Muzyczka z komóreczki i ryk z paszczy. Jestem zaskoczony kiedy po mojej prośbie się uciszają. 27 minut. Muszę wyglądać strasznie.

Stacja dziewiąta. Tramwaj się zatrzymuje, biegnę na autobus. Znowu się potykam, padam. Trzeci raz. Jak biblijnie! – pomyślałem. Wsiadam w autobus. 24 minuty.  Pomyliłem się, wychodzę idę piechotą bo nie mogę złapać innego. 14 minut. Droga ciągnie się niemiłosiernie.

Stacja dziesiąta. 7 minut. Dotarłem, zlany potem wbiegam na piąte piętro. Siadam, zdejmuje kurtkę. Kręci mi się w głowie.

Stacja jedenasta. Szybkie formalności – dwa dowody, zdjęcie i trafiam do klatki. Cztery ściany, dwie kamery, weneckie lustro. Mam wrażenie że zaraz z naprzeciwka wjedzie dwóch policjantów. Jeden będzie bić, drugi będzie tulić. Rozpoczyna się, pierwsze pytania, krew nachodzi do mózgu. Panika, nierówny oddech. Topię się w sowim własnym pocie. Myszka niczym gwóźdź, rani dłoń. Nie jest dobrze myślę, nie jest dobrze… idę dalej.

Stacja dwunasta. 83 gwożdzie za mną. Rozdzierają mi umysł. Ból i zwatpienie. 84. Powoli przestaje czuć. 85. Konam.

Stacja trzynasta. Sprawdzenie jest ponad moje siły. Pytania z View są niczym ostrze przebijające pierś. Skończyłem… jeszcze tylko jeden ruch i będę wiedział. Jedna chwila…

Stacja czternasta. Ta chwila trwała bardzo długo. Gdzieś po drugiej stronie galaktyki czarna dziura pożerała na śniadanie jakieś ciało niebieskie, w odległej ameryce południowej amazońskie mrówki zniewlały kolejne miliony pobratymców. A ja czekałem… tik, tak.

Stacja piętnasta. Zdałem. Od dziś jestem VMware Certified Professional 5 ;)

5 komentarze »


Darmowy Windows Server na chmurze Amazon EC2

Wpisany: Styczeń 18th, 2012 | Tagi: , , , , , | Kategoria: Wirtualizacja | Brak komentarzy »

Amazon EC2 jest moją, jak na razie ulubioną chmurą. Ogólnie uważam, że serwisy Cloud Computing od Amazona są bardzo wysokiej jakości jak również są one przyjemne w użytkowaniu.

Już od roku Amazon Web Services daje możliwość korzystania z darmowej, najmniejszej instancji t1.micro opartej o linuksa. Od wczoraj zasady się zmieniły, otóż mamy możliwość korzystania również z Microsoft Windows Server! Za darmo, okrągły rok. Przytaczając słowa Amazona:

„Jesteśmy podekscytowani możliwością ogłoszenia, że od dzisiaj darmowy plan dostępowy AWS obejmuje instancje EC2 z Microsoft Windows Server. Klienci uprawnieni do korzystania z darmowego planu dostępowego mogą wykorzystać do 750 godzin miesięcznie instancji t1.micro za darmo” – źródło tłumaczenia webhosting.pl.

Amazon daje nam 750 godzin/m – czyli nasza maszyna może działać nieprzerwanie przez cały miesiąc, nie trzeba jej zatrzymywać nawet na chwilę. Dzięki temu możemy bez stresu przetestować jak nasze aplikacje będą działały w chmurze zupełnie za darmo. Dostajemy dodatkowo zasób dyskowy o powiększonej do 30GB pojemności i możemy zutylizować do dwóch milionów operacji I/O. Sama maszyna wirtualna t1.micro dysponuje 613MB RAM oraz może być zarówno 32 jak i 64 bitowa. Amazon również umożliwia skorzystanie z S3, SimpleDB i Managmet Console.

Dostajemy, więc pełnokrwisty produkt, na którym bez problemu możemy przetestować nasze rozwiązania zarówno w środowisku 32 bit jak i 64 bit pod kontrolą systemów z rodziny Linux lub Windows. Myślę, że to idealna możliwość, aby sprawdzić się z rozwiązaniami Cloud Computing i ewentualnie pokazać przełożonym, że nie taki diabeł straszny jak go malują.

Po więcej info zapraszam na stronę darmowych usług Amazon – http://aws.amazon.com/free/, oraz do poradnika dotyczącego maszyn opartych na Windows – Amazon EC2 Microsoft Windows Guide.

Darmowy Windows Server na chmurze Amazon EC2

Brak komentarzy »


Materiały od HP dotyczące wirtualizacji.

Wpisany: Styczeń 4th, 2012 | Tagi: , , , , , | Kategoria: Wirtualizacja | 2 komentarze »

Przede wszystkim, na wstępie chciałbym życzyć wam wszystkim szczęśliwego nowego roku! Podczas odsypiania sylwestra, nieśpiesznie przekopując internet znalazłem rewelacyjne podsumowanie materiałów dotyczących wirtualizacji od HP. Wykonane przez pracownika Hewlett-Packard, vExperta Juana Manuela na jego blogu.

Rewelacyjny zbiór odnośników do materiałów dotyczących ogólnie wirtualizacji, VMware, Stroage, vCloud Directora, VDI itd. Post dostępny jest tutaj: http://jreypo.wordpress.com/hp-resources-for-vmware/.

2 komentarze »


Simple VMware vSphere 4 & 5 License Calculator

Wpisany: Grudzień 27th, 2011 | Tagi: , , , , | Kategoria: Lost & found, Wirtualizacja | Brak komentarzy »

Już myślałem, że między świętami a nowym rokiem nie spłodzę nic… albo jak to mówi mój dobry kolega – nie zbękarcę. Jednak życie potrafi być zaskakujące – w amoku jedzenia oraz spania usiadłem na chwilę przed komputerem, by odczytać żale i troski w moim Thunderbirdzie i na chwilkę zanurzyć się w odmętach sieci.

Muszę wam przyznać, że złamałem złotą zasadę świąt. Zasadę nieposkromionego nieróbstwa i wszechobecnej bezproduktywności. Coś we mnie pękło i znalazłem bardzo użyteczne narzędzie, które pomoże zarówno Wam, jak i mi w przeliczeniu ile potrzebuję licencji VSphere 4 i 5 w infrastrukturze. Aby pobrać te narzędzie zapraszam na stronę Rynardta Spiesa – http://www.virtualvcp.com/download-tools/164-simple-vmware-vsphere-4-a-5-license-calculator.

Brak komentarzy »


Wesołych i spokojnych Świąt!

Wpisany: Grudzień 22nd, 2011 | Tagi: | Kategoria: Mistyczne wypróżnienia | Brak komentarzy »

Życzę Wam wszystkim wesołych i spokojnych świat Bożego Narodzenia oraz imprezy Noworocznej, która zatrzęsie światem w posadach! Mam nadzieje, że w czasie świąt nie wypadną wam żadne awarie, migracje czy natrętni użytkownicy i będziecie mogli spędzić je w rodzinnej atmosferze! Merry christmas folks! :D

Brak komentarzy »


VMware View na Kindle Fire, Mac i Linux

Wpisany: Grudzień 21st, 2011 | Tagi: , , , | Kategoria: Wirtualizacja | Brak komentarzy »

VMware wypuściło klienta VMware View na nowe platformy. Klinet jest dostępny dla systemów MAc, Linux  i Amazon Kindle Fire. Wersja Linuxowa jest gotowa do ściągniecia przez Ubuntu Software Center. VMware informuje, że wersja dla Kindle Fire bedzie niedługo dostepna przez Amazon Appstore for Android.

Jak rzecze VMware w swojej marketingowej pieśni z tej okazji – „More and more people want the freedom to choose the device that best fits their computing needs in school and into the workplace,” said Pat Lee, director, end user clients, VMware. “With the new VMware View(TM) Clients, both IT and end users win with a complete, secure and easily accessible virtual desktop on the devices that best meet their needs.”

Dodatkowo VMware zaktualizował klienta dla iPada i Androida. Nowe wersje są kompatybilne z View 4.6 i 5. Po więcej propagandy zapraszam na strony VMware’a.

Brak komentarzy »


VMware Project Onyx – Głos prosto z Getta!

Wpisany: Grudzień 16th, 2011 | Tagi: , , , , , , | Kategoria: Lost & found, Wirtualizacja | Brak komentarzy »

Zastanawiałem się ostatnio nad tym jak można przy pomocy PowerCLI wykonać pewną operację… Przekopywanie internetu w poszukiwaniu komendy której się nie zna poprzez mgliste opisywanie tego co chce się osiągnąć lub jak to wyklikać w interfejsie graficznym nie należy ani do łatwych ani do przyjemnych. Tak wiec postanowiłem przekroczyć Rubikon… albo lepiej Onyx.

Tak jest Onyx to nazwa rzeki na Antarktydzie. Rzeki zupełnie bez sensu – swój początek ma w lodowcu, koniec w jeziorze w głębi lądu, natomiast w czasie nocy polarnej w ogóle nie płynie. Niezbyt szczęśliwa byłaby to nazwa dla oprogramowania, wszytko działało by w nim odwrotnie, nie tak… Wiec może inspirację dla tego programu zaczerpnięto z nazwy minerału – Chalcedon i jednej z jego odmian, czyli właśnie Onyx’u. Ten czarno biały zwinięty w spiralę, jak w bajkach oczy zahipnotyzowanych, kamień zdaje się równie bezsensowną inspiracją. Nie jest on ani specjalnie cenny, ani specjalnie urodziwy. Trochę przyznam poddałem się podczas poszukiwania źródła inspiracji dla tej nazwy…

Geneza nazwy jest w istocie niezwykle ważna, ale czym jest wspomniany Onyx? To proxy, ale nie takie zwykłe, chłopskie proxy co bezmyślnie przerzuca zapytania od nadawcy do odbiorcy. Onyx jest proxy podsłuchującym komendy wydawane podczas poruszania się po GUI vClienta. Przechwytuje je i tłumacząc je na czyste jak łza PowerCLI jak również jeszcze kilka innych dialektów. Oczywiście dotyczy to tylko naszego vClienta nie da się podsłuchać innych – komunikacja idzie po 443, bo Onyx jest świadomym atakiem typu „Man at the middle”. Oprogramowanie to jest niezwykle przydatne w eksperymentach z PowerCLI, debugi są bardzo szczegółowe… Właśnie! Ten Onyx żyga komendami PowerCLI jak szalony, już wiem skąd się wzieła inspiracja nazwy…

Onyx to założona na początku lat 90 hardcorowa hiphopowa grupa z Queens. Są czarni jak smoła, rzygają tekstem… wściekli i skuteczni.Wszytko się zgadza. Ziomki z VMware wiedzą co robić. Zagadka rozwiązania, życzę miłego podsłuchiwania przy wtórze tej jakże wyrafinowanej muzyki.

Brak komentarzy »


Zautomatyzowana walka z utrapieniami – deploy hordy plików ovf.

Wpisany: Grudzień 14th, 2011 | Tagi: , , , | Kategoria: Wirtualizacja | Brak komentarzy »

Prawdopodobnie niejednokrotnie zdarzało się wam, że pod drzwiami pojawiło się stadko przybyszów z innego uniwersum i bynajmniej nie chodzi tutaj o kadrowe czy księgowe. Nasz zwierz jest mniej wysublimowany. Cechy szczególne to zmęczenie odciskające się cieniem pod głęboko osadzonymi oczami, przetłuszczona sierść, rozbiegany wzrok i niezwykły język podobny nieco do afrykańskiego kélé. Nigdy nie wiesz czy na ciebie patrzy i nigdy nie rozumiesz o czym do ciebie mówi. Brzmi znajomo? Oczywiście, spotykamy ich na co dzień… Programiści.  Oni zawsze mają dziwne potrzeby – od azbestowych wafelków z kozim mlekiem do jedzenia po przygotowanie ASAP 37 maszyn wirtualnych do testów. Jako że tym pierwszym problemem zazwyczaj zajmują się rodzice z którymi mieszkają, tak niestety z tym drugim przychodzą do nas.

Jako, że my – ludzie, zeszliśmy z drzew klika milionów lat wcześniej niż programiści, dało nam to druzgoczącą przewagę. Dzięki mileniom ewolucji potrafimy wymyślać narzędzia które nam ułatwiają pracę, a nie tylko przychodzić pod drzwi błagając o łaskę. Tak więc aby spełnić życzenia naszych… braci mniejszych postanowiłem użyć mojej nowej zabawki, którą jest PowerCLI ;)

Tak więc musimy przygotować skrypt który będzie deploy’ował stado maszyn wirtualnych. Można to zrobić oczywiście przy użyciu szablonów, ale środowisko z którym aktualnie pracuje takiego komfortu niestety niema. Postanowiłem użyć do tego celu plików ovf, które umieszczę w odpowiednim Resource Pool’u.

Początek skryptu taki jak zwykle, łączymy się i pytamy usera o niezbędne informacje:

$user=”root”;
$pass=”cmentarna polka”

Connect-VIServer -Server 192.168.93.129 -User $user -Password $pass

Write-Host -NoNewline -ForegroundColor Yellow „Wildcard for name of VM: ”
$vm_name = Read-Host
Write-Host -NoNewline -ForegroundColor Yellow „How many VM: ”
$vm_amount = Read-Host
Write-Host -NoNewline -ForegroundColor Yellow „ResourcePool name: ”
$rp_name = Read-Host
Write-Host -NoNewline -ForegroundColor Yellow „ResourcePool location (host/cluster ip/name): ”
$rp_location = Read-Host

Write-Host „”

Powyżej wszytko powinno być oczywiste. Teraz będziemy przy pomocy komendy New-ResourcePool towrzyć pulę zasobow o nezwie zdefiniowanej w zmiennej $rp_name i lokalizacji $rp_location. Chciałbym tutaj zwrócić uwagę na parameter okreslający lokalizacje Resource Pool’a. Po pierwsze jest on obowiązkowy, po drugie może to być zarówno nazwa/ip serwera lub nazwa klastra. Trzeba go koniecznie podać inaczej pula zasobów nie zostanie stworzona. Przy okazji sprawdzimy czy już taki RP przypadkiem nie istnieje dorzucając od razu parameter -ErrorAction SilentlyContinue żeby skrycik wyglądał ładnie i nie rzygał błędami.

if ( Get-ResourcePool -Name $rp_name -ErrorAction SilentlyContinue ) {
Write-Host ResourcePool $rp_name exist, skipping.
} else {
Write-Host  -NoNewline Creating ResourcePool $rp_name ;
if ( New-ResourcePool -Name $rp_name -Location $rp_location ) {
Write-Host ‘ OK’ -ForegroundColor Green;
} else {
Write-Host ‘ Error’ -ForegroundColor Red;;
}
}

Następnie gwoźdź programu czyli deplojowańsko. Wykonuje się je przy pomocy funkcji Import-VApp. Musimy podać miejsce gdzie trzymamy plik ovf, docelowy serwer, datastore i nazwę. Dodatkowo sprawdzimy czy już takich maszyn nie ma tam.

For ($i=0;$i –lt $vm_amount;$i++) {
if( Get-VM -Name $vm_name$i -ErrorAction SilentlyContinue ) {
Write-Host VM $vm_name$i exist, skipping.
} else {
Write-Host -NoNewline Creating vm $vm_name$i ;
if ( Import-VApp -Source „C:\tmp\test-vm\test-vm.ovf” -VMHost 192.168.93.129 -Datastore datastore1 -Name $vm_name$i -Location $rp_name -ErrorAction SilentlyContinue ) {
Write-Host ‘ OK’ -ForegroundColor Green;
} else {
Write-Host ‘ Error’ -ForegroundColor Red;
}
}
}

Skrypt ma proste zadanie, które wykonuje i chyba o to tutaj chodzi… Oczywiście można go ulepszyć na milion sposobów. Dodać listę maszyn w pliku CSV, dorzucić bardziej zaawansowane sprawdzanie każdego kroku. W ogóle można go usunąć i napisać od początku, inaczej. W ogóle można napisać od początku całe vSphere. Tylko po co :)

Brak komentarzy »


Zautomatyzowana walka z utrapieniami – zamontowane ISO.

Wpisany: Grudzień 8th, 2011 | Tagi: , , , , | Kategoria: Wirtualizacja | Brak komentarzy »

Dziś w naszym kramiku trochę o wychowywaniu, trochę o karach cielesnych, ale przede wszystkim o utrapieniach. Bo jak powszechnie wiadomo jest kilka takich rzeczy, których można nauczyć np. psa, małpę, konia a administratora już niekoniecznie. Nie mówię tutaj o oddawaniu moczu w przypadkowych pomieszczeniach, czy upartym żuciu szafek podczas naszej nieobecności – choć podejrzewam, że klika takich okazów, w świecie IT dało by się jeszcze gdzieś odnaleźć…

Dzisiaj chodzi mi przede wszystkim o występującą u niektórych, chroniczną potrzebę pozostawiania po sobie, niewyobrażalnego, przerażającego, obłędnego syfu. Jak potrafię wychować administratorów, że jak zapalam światło u nich w piwnicy to zaczynają się ślinić, bo wiedzą, że nadszedł czas jedzenia. Tak z utrzymaniem porządku bywa trudniej. Próbowałem wszystkiego – prośba, publiczne poniżenie czy chłosta. Wciąż zapominają. Postanowiłem ominąć w takim razie czynnik ludzki i pozbyć się problemu przez automatyzację walki z niektórymi utrapieniami.


Na pewno zdążyło się Wam, że mimo próśb i gróźb wasi koledzy uparcie pozostawiają podłączone do maszyn wirtualnych obrazy ISO. Niby to nic wielkiego, ale na mnie działa to jak porzucone Majto-skarpeto-spodniowe UFO na kobietę… Dla wyjaśnienia – „Majto-skarpeto-spodniowe UFO” jest bytem odzieżowym stworzonym poprzez zdjęcie jednym ruchem majtek, skarpetek i spodni i pozostawieniu w jednym miejscu na podłodze. Wracające jednak do meritum. Rozdrażniony kolejnym odkrytym, zapominanym przez wszystkich ISO które latami pewnie było pod montowane do VM postanowiłem napisać prosty skrypt w PowerCLI który w końcu zakończy ta farsę.

Generalnie opiera się on na naszych poprzednich próbach z PowerCLI z artykułu „VMware vSphere 5.0 PowerCLI„.  Tak więc na początku analogicznie do wspomnianego artykuły robimy połączenie do vCenter/ESX.

$user=”root”;
$pass=”cmentarna polka”

Connect-VIServer -Server 192.168.93.129 -User $user -Password $pass

Następnie tworzymy sobie zmienną w którą bedziemy pakować wszytkie dane nizbedne do stowrzenia raportu. Nazwiemy ją, niech pomyślę, coś metaforycznego, coś co poruszy serca tłumów – $report :D

$report= @()

Następnie będziemy pobierać dane każdej maszyny wirtualnej i sprawdzać, czy ma ona pod montowany pod wirtualny cdorm obraz ISO.

foreach ($vm in Get-VM) {
$cdrom= @()
if (Get-CDDrive -VM $vm) {
$cdrom = (
Get-CDDrive -VM $vm | where {($_.ConnectionState.Connected -eq $True -or $_.ConnectionState.StartConnected -eq $True) -and  $_.ISOPath -like „*.ISO*” } | %{$_.ISOPath})
}
if($cdrom -ne $null){
$report += ($vm.Name + „   ” + $cdrom + „”)
}
}

W powyższym skrypcie używamy pętli foreach dzięki której wykonujemy niezbędne porównania dla każdej maszyny wirtualnej w środowisku. Wyniki porównań będziemy trzymać w zmiennej $cdrom. Zarówno instrukcja warunkowa if jak i pętla foreach ma standardową konstrukcję podobną jak w C++/PHP, wiec nie ma się czego tu uczyć. Instrukcją warunkową, poprzez Get-CDDrive -VM $vm sprawdzamy cz dana VM ma podłączony ISO. Analogicznie jak w poprzednim artykule sprawdzamy poprzez użycie where i warunków równości (-eq) i podobieństwa (-like) na parametrach ConnectionState.Connected, ConnectionState.StartConnected, ISOPath. Nowe elementy to -or, oraz -and. Dzięki nim możemy dodawać kolnej warunki do where i logicznie je sprawdzać. Kolejną nowością jest %{$_.ISOPath}, które jest po prostu okresleniem jaki element będzie zwracany i będzie pakowany do zmiennej $cdrom. Zwracam ISOPath ponieważ w raporcie chciałbym miec nazwę VM oraz ścierzkę do obrzu ISO który jest do niej zamontowany, oczywiście można to dowolne modyfikować do swoich wyuzdanych potrzeb. Kolejnym krokiem jest wrzucenie danych – nazwy i adresu obrazu ISO do zmiennej $report. Realizujemy to poprzez instrukcję warunkową sprawdzającą czy wykryto ISO czy nie – jak tak to dopisujemy, jak nie to nie. Następnie drukujemy nasz raport na ekranie:

echo $report | Out-String;

A potem odłączamy zapomniane ISO:

foreach ($vm in Get-VM) {
if (Get-CDDrive -VM $vm) {
Get-CDDrive -VM $vm | Set-CDDrive -NoMedia -Confirm:$false | Out-Null
}
}

Powyższy fragment powinien być już jasny. Jedynie należałoby wspomnieć coś o Set-CDDrive -NoMedia -Confirm:$false. Instrukcja ta pozwala nam na zmiane z zamintowanego Iso na NoMedia. Czyli w skrócie – sprząta cały bałagan. Do pełni szczęścia dorzuciłbym pytanie do użytkownika czy aby na pewno odłączyć ISO. Potrzebujemy więc sposobu by je zadać, jak również sposobu by uzyskać odpowiedzi. Pytanie można zadać oczywiście przez echo… ale my zaszalejemy:

Write-Host -NoNewline -ForegroundColor Yellow „Deattach ISO from above VM’s? [Y/N] ”
$action = Read-Host

Komenda Write-Host -NoNewline -ForegroundColor Yellow to takie lepsze echo które pozwala nam kolorować tekst. Jako, że żyjemy w erze Post-MTV i nic nie może być jednokolorowe komenda ta staje się naszym wybawieniem. Kolorów jest kilka, uprzedzając pytania, niema różowego chłopcy! ;) Druga linia zawiera instrukcję Read-Host pozwalającą nam uzyskać od użytkownika odpowiedz na zadane pytanie.

Mamy już wszystkie elementy układanki, tak więc czas na kompletny skrypt:

$user=”root”;
$pass=”cmentarna polka”

Connect-VIServer -Server 192.168.93.129 -User $user -Password $pass

$report= @()

foreach ($vm in Get-VM) {
$cdrom= @()
if (Get-CDDrive -VM $vm) {
$cdrom = (
Get-CDDrive -VM $vm | where {($_.ConnectionState.Connected -eq $True -or $_.ConnectionState.StartConnected -eq $True) -and  $_.ISOPath -like „*.ISO*” } | %{$_.ISOPath})
}
if($cdrom -ne $null){
$report += ($vm.Name + „   ” + $cdrom + „”)
}
}

Write-Host „”

if ($report -ne $null) {

Write-Host -ForegroundColor Yellow „VM witch attached ISO:”

echo $report | Out-String;

Write-Host -NoNewline -ForegroundColor Yellow „Deattach ISO from above VM’s? [Y/N] ”
$action = Read-Host

if ($action -eq „Y”) {
foreach ($vm in Get-VM) {
if (Get-CDDrive -VM $vm) {
Get-CDDrive -VM $vm | Set-CDDrive -NoMedia -Confirm:$false | Out-Null
}
}
}
} else {
Write-Host -ForegroundColor Yellow „There is no attached ISO to VM.”
}

Jak widzicie trochę przearanżowałem ten skrypt… u mnie działa. A u was?

Brak komentarzy »


VCP-410 achieved!

Wpisany: Grudzień 7th, 2011 | Tagi: , , , , | Kategoria: Mistyczne wypróżnienia | 2 komentarze »

Wymigiwałem się od tego egzaminu prawie 2 lata… ale cóż termin odkładania kartkówki dobiegł końca i musiałem do niego podejść. Dlaczego? Otóż chcę zrobić egzamin VCP5, ale żeby do niego przystąpić trzeba mieć albo VCP4, albo jedno ze szkoleń dotyczących vSphere 5. Szkolenie choć bardzo ciekawe i na pewno wielce pouczające kosztuje jednak miliony. Wybrałem wiec drogę aktualizacji i muszę wam powiedzieć, że nie jest ona taka łatwa jak się spodziewałem ;)

VCP-410 z mojego punku widzenia jest egzaminem dosyć trudnym i wypełnionym wrednymi pytaniami. Bardzo dużo odejdziemy w nim pytań z teorii i szczegółów z dokumentacji. Wiedza praktyczna pomaga, ale jednak nie polecam podchodzenia do niego bez przygotowania. W szczególności warto zapoznać się z maxsimusami, best practice oraz niektórymi, bardziej ogólnymi Guides’ami. Generalnie po zapoznaniu się z tymi dokumentami jest on bezproblemowo zdawlalny. Trzeba jednak czytać uważnie, ponieważ pytania są tak skonstruowane żeby wrobić odpowiadającego – podwójne zaprzeczenia itp. Tak wiec niema się czego bać tylko trzeba się nieco przygotować.

2 komentarze »


VMware vExpert 2011 & VMware Certified Professional

Microsoft Certified Technology Specialist

Autor


Maciej Lelusz
Wolny strzelec z ponad pięcioletnim doświadczeniem w administracji wszelakimi systemami operacyjnymi. Ostatnimi laty mocno związany z tematyką wirtualizacji, posiada tytuły MCP, MCTS, VCP oraz vExpert 2011. Prywatnie podróżnik oraz fan marki Porsche. Więcej na LinkedIn.

Facebook



RSS